Unlimited Marketing
SEO

Lista kontrolna audytu SEO, której faktycznie używamy (nie ta 200-punktowa)

Sofia Marchetti·3 maja 2026·3 min czytania
Abstract illustration representing a search magnifying glass

W pewnym momencie „audyt SEO" zaczął oznaczać „wyeksportuj każdy URL na stronie i oznacz wszystko z żółtą ikoną ostrzeżenia". Dostawaliśmy takie raporty od innych agencji, zanim przejęliśmy konto — 180 stron, trzysta pozycji, PDF, którego nikt nie wydrukował i nikt nie przeczytał poza stroną drugą.

My tak nie robimy. Nie dlatego, że dokładność jest zła, ale dlatego, że tak długa lista nie ma w sobie żadnej priorytetyzacji. Wszystko wygląda na równie pilne, co oznacza, że nic takie nie jest.

Co faktycznie sprawdzamy najpierw

Zanim otworzymy crawlera, patrzymy na trzy rzeczy: które strony aktualnie mają ruch organiczny, które strony kiedyś miały ruch i go straciły, oraz które strony powinny mieć ruch, ale w ogóle nie są zaindeksowane. Ta kolejność ma znaczenie. Strona tracąca pozycje na stronach generujących przychód potrzebuje segregacji, nie przewodnika stylu dla tekstów alt.

Stamtąd lista kontrolna, która faktycznie coś zmienia, jest krótka:

  • Luki w indeksacji. Porównaj swoją mapę witryny z liczbą zaindeksowanych stron w Search Console. Luka 15% zwykle oznacza coś strukturalnego — dyrektywę robots, canonical wskazujący w złą stronę, albo renderowanie JavaScript, przy którym crawler Google się poddaje.
  • Kanibalizacja. Dwa lub trzy adresy URL po cichu konkurujące o to samo zapytanie, dzielące autorytet, który powinien być skonsolidowany na jednej stronie.
  • Wewnętrzna wartość linkowa. Dokąd faktycznie prowadzi twoja strona główna? Widzieliśmy strony z budżetem reklamowym 40 tys. dolarów miesięcznie, których blog ma zero linków wewnętrznych prowadzących z powrotem do stron generujących przychód.
  • Core Web Vitals, ale tylko jeśli są złe. Strona, która uzyskuje „dobry" wynik we wszystkich trzech, nie potrzebuje kolejnego audytu wydajności. Strona z 4-sekundowym LCP na urządzeniach mobilnych potrzebuje go natychmiast.
  • Duplikacja znaczników tytułu na dużą skalę. Nie pojedyncze problemy — wzorce. Jeśli twój CMS automatycznie generuje ten sam wzorzec tagu tytułowego na 200 stronach produktowych, to jest to poprawka szablonu, a nie 200 ręcznych poprawek.

Co pomijamy

Nie oznaczamy brakującego tekstu alt na obrazach dekoracyjnych. Nie gonimy wyniku Lighthouse z 96 do 100. Nie przepisujemy meta opisów, które już są klikane w rozsądnym tempie, tylko dlatego, że narzędzie twierdzi, że są „za krótkie". Malejące zwroty są realne, a audyt, który traktuje każde odkrycie jako równie ważne, jest audytem, który tak naprawdę niczego nie sprioretyzował.

Część, która faktycznie zajmuje czas

Oto czego lista kontrolna nie może ci powiedzieć: czy treść na twoich najlepszych stronach faktycznie odpowiada na pytanie, które ktoś wpisał. To nie jest problem związany z crawlowaniem. To siedzenie z SERP-em, czytanie, co rankuje nad tobą, i uczciwa ocena, czy twoja strona zasługuje na wyprzedzenie tej pozycji. Większość czasu „audytu", który spędzamy, jest właśnie tam — nie w arkuszu kalkulacyjnym, ale w samych wynikach wyszukiwania.

Jeśli agencja daje ci listę kontrolną z 200 punktami i nazywa to strategią, zapytaj, które pięć elementów naprawiłaby najpierw, mając tylko tydzień. Jeśli nie potrafi odpowiedzieć od razu, tak naprawdę niczego nie sprioretyzowała — po prostu zautomatyzowała raport.

Gotowy na wzrost bez ograniczeń?

Zamów bezpłatny audyt wzrostu i zobacz dokładnie, gdzie Twój lejek traci przychód.